Ferie, ferie i... po feriach... Początki pracy po dłuższej przerwie są... trudne. Bardzo się staram, by zacząć pierwsze lekcje od czegoś nietypowego, zaskakującego, co może spodobać się mózgowi ucznia. W tym roku postawiłam na grę... GĘBY. Najpierw mała dygresja. Zazwyczaj kupuję grę, gdy wiem, jak wykorzystać ją w szkole. Tym razem było inaczej... Byłam w księgarni po prezenty świąteczne i... zobaczyłam to intrygujące pudełko. Gra mnie zauroczyła mnie i postanowiłam ją kupić. Graliśmy z rodziną w święta, a z przyjaciółmi w sylwestra. Gra mi się spodobała... I dopiero później zaczęłam myśleć, jak wykorzystać ją na zajęciach. "Gęby" to kilkadziesiąt czarno-białych fotografii twarzy, dosyć charakterystycznych ludzi. Oczywistym jest wykorzystanie tych zdjęć do ćwiczenia opisu wyglądu albo przeżyć wewnętrznych. Można też wykorzystać do rozmowy o czasie, przemijaniu czy o tym, co mówi o nas wygląd. Pewnie jeszcze wrócę do kart, gdy będziemy rozmawiali o "Ferdydurke". Dzisiaj jednak bawiliśmy się dziś inaczej - chodziło bowiem tylko o rozgrzewkę na dobry początek.
poniedziałek, 27 stycznia 2020
czwartek, 23 stycznia 2020
Odwracamy?

Zapewne wielu z Was słyszało o odwróconej lekcji, czyli sytuacji, gdy uczniowie przygotowują się do zajęć w domu, a w szkole rozwiązują zadań lub uczą się od siebie nawzajem (jeśli nie słyszeliście, to obejrzyjcie krótki film, prezentujący tę ideę - klik). Wciąż nie udało mi się poprowadzić w całości takiej lekcji, chociaż elementy tej metody wykorzystuję.
Były sytuacje, gdy robiłam odwróconą kartkówkę (uczniowie mieli podane odpowiedzi, a zadanie polegało na dopisaniu właściwych pytań). Moi uczniowie przygotowywali też sami sobie pytania do powtórkowej kapusty (więcej o metodzie tu), niedawno też grupa uczniów, która nie jechała na wycieczkę przygotowała quiz dla pozostałych uczniów (pisałam o tym tu). To ostatnie zadanie bardzo spodobało się moim uczniom (i tym, którzy test przygotowywali, i tym, którzy go rozwiązywali). Dlatego postanowiłam z pomysłu skorzystać i w innych klasach.
poniedziałek, 13 stycznia 2020
A może obejrzymy jakiś film?
Chyba każdy z nauczycieli usłyszał kiedyś to pytanie: a może obejrzymy jakiś film? Niestety, wielu z nas traktuje film jako "zabijacz czasu", idealne rozwiązanie na zastępstwo albo ostatnie lekcje w semestrze (roku szkolnym?). Zdarzyło mi się kiedyś, że w czerwcu uczniowie (wtedy gimnazjaliści) przyszli na lekcję i dziękowali za to, że nie oglądaliśmy kolejnego filmu (bo tego dnia widzieli już dwa). Czy zatem nie należy sięgać po filmy w szkole? Oczywiście, że nie o to chodzi. Filmy są bowiem świetnym narzędziem edukacyjnym. Jak zatem korzystać z nich mądrze? Podobnie jak w innych działaniach edukacyjnych (a pewnie i życiowych), kluczowa jest dla mnie odpowiedź na pytanie "PO CO?" (miałam przyjemność mówić o tym w październiku w ramach Uniwersytetu w chmurze klik). Zawsze więc film ma wspierać realizację podstawy programowej, poszerzać horyzonty myślowe uczniów, stanowić przyczynek do refleksji i dyskusji. Nie wyobrażam sobie więc sytuacji, by nie omówić filmu po jego obejrzeniu. Chcę Wam dzisiaj opowiedzieć o tym, jak film jest obecny na moich lekcjach (a sposobów jest kilka).
Subskrybuj:
Posty (Atom)